Tu możesz podzielić się historią twojej pierwszej miesiączki. Zapraszam.
Maria
Zaczęła się jak byłam w szkole, po powrocie do domu mama wzięła mnie do łazienki i pokazała jak o siebie zadbać. (i pouczyła starszego brata, który się ze mnie śmiał). Więc trochę się wstydziłam, ale potem tata wrócił z pracy i wręczył mi bukiet róż – dla nowej kobiety w rodzinie. Czułam, że właśnie coś ważnego się wydarzyło, że zostałam zauważona, że nastała zmiana, coś teraz będzie inaczej, stałam się kobietą.
Asia
Był poranek (11 listopada – dobrze pamiętam) towarzyszyła mi mama. Czułam się dojrzalej – mogłam powiedzieć, że już miesiączkuję. Bardzo się cieszyłam. Towarzyszyły mi same pozytywne uczucia.
Justyna
Byłam przygotowana na przyjście miesiączki, z racji wieku (miałam 17 lat) czekałam na nią, bo wszystkie koleżanki dookoła mnie już miały. Dostałam ją w domu, mama dała mi podpaski, jakoś tak spokojnie ten czas wspominam, bez jakiś szczególnych emocji. Właściwie trudno mi sobie ten czas przypomnieć. Mam dzisiaj z nim mniejszy kontakt niż na przykład z dzieciństwem. Trochę jakby mnie wtedy nie było. Pamiętam pewien rodzaj dumy, że jestem już dorosła, że jestem wreszcie jak inne moje koleżanki.
Ada
Niestety nie wszystko dokładnie pamiętam. Wiem, że z jednej strony bardzo oczekiwałam miesiączki, bo wśród koleżanek oznaczało to awans i akceptację, z drugiej jednak bałam się jak to będzie.
Moja mama zawstydziła mnie obwieszczając tacie, że już jestem kobietą. Nie wiedziałam jak zareagować i głównie pamiętam wstyd, skąd? Dalej mama obwieszczała to babci, ciociom, znajomym, jakoś niby z dumą, tylko ja miałam ochotę zniknąć.
Potem okazało się, że nie ma pieniędzy na ‘lepsze’ niż wata podpaski i o awansie w gronie koleżanek nie było mowy. Usłyszałam też, że nie wolno się kapać tylko trzeba się podmywać, ale jak to sama dochodziłam.
Ogólnie było wstydliwie, trudno i bardzo boleśnie.
Dominika
Miałam 12 lat. Z dużym niepokojem, ale i radością czekałam na wyjazd na obóz nad morze. Kilka dni (2?) przed wyjazdem zaczął mnie boleć brzuch. Mama mówiła, że to z nerwów, zgodziłam się z nią, chyba miałam nadzieję, że przejdzie. W pociągu (12 godzin, albo i dłużej) ciągle bolało. Na miejscu też. Doszło zdenerwowanie i już w ogóle była kicha. Mniej więcej 4-tego dnia na obozie, rano poczułam się lepiej i wyszłam z grupą na poranną rozgrzewkę. Dziwnie się czułam, gdy wróciłam do pokoju i tu bum – masz ci los – okres. Już nie pamiętam, czy byłam bardziej przejęta czy zaniepokojona, potem to wszystko się wymieszało. Pamiętam tylko, że od razu dzwoniłam do mamy. Chyba nawet wcześniej się umawiałyśmy, że jak dostanę okres to tata po mnie przyjedzie. Chciałam żeby od razu :-) ale nie mógł. Więc okresowo i bardzo nerwowo (tzn. tak jakoś dziwnie) spędziłam jeszcze kilka dni na obozie. Na szczęście miała prawie 24-ro godzinne wsparcie mamy, cioci i siostry, a nawet babci, co z tego, że telefoniczne ;-)
Tak więc moja pierwsza miesiączka była dla mnie trochę traumatycznym przeżyciem. Bez mamy, na drugim końcu Polski. Ale nie mogę powiedzieć, żebym cierpiała wtedy na niedobór informacji. Każda dzwoniąca, a nawet wychowawczyni na kolonii tłumaczyły mi co to jest i skąd się wzięło :-) :-)